Kirgistan 2008 » Relacja z wyprawy

Podsumowanie wyprawy

W czasie naszej wyprawy przejechaliśmy łącznie 15074 km z czego:
1115 km w Polsce
2791 km w Ukrainie
2716 km w Rosji
6547 km w Kazachstanie
1905 km w Kirgistanie

Tankowaliśmy 87 razy i zużyliśmy 1490 litrów gazu oraz 1115 litrów benzyny.
Nasz samochód spalał średnio 15,6 litra gazu/100km i 16,2 litra benzyny/100km.
W dzienniku podróży odnotowaliśmy 26 awarii.
Koszt paliwa wyniósł 1766 $.

25.09.2008 Charków - Ukraina

Wjechaliśmy już na Ukrainę. Jesteśmy w Charkowie. Po wjeździe do Kazachstanu pojechaliśmy nad jezioro Bałchasz. W trakcie przejazdu przez wioseczkę prowadzącą nad brzeg jeziora, miejscowa ludność zaniepokojona pojawieniem się obcego pojazdu, powiadomiła milicję, ta zaś ruszyła w pościg za nami. Panowie milicjanci okazali się bardzo miłymi funkcjonariuszami, postanowili zaprowadzić nas w najciekawsze miejsce nad jeziorem. W trakcie tej eskorty natknęliśmy się na kłusowników. Milicjanci zatrzymali samochód, przeprosili nas na kilka minut, bo musieli dopełnić obowiązków służbowych tj. skonfiskować kłusownikom trzech ryb w formie łapówki. Zadowoleni zaprowadzili nas na miejsce. W trakcie wykonywania sesji zdjęciowej usłyszeliśmy kilka strzałów z broni palnej w okolicy. Milicjanci życząc nam powodzenia pośpiesznie ruszyli karać następnych kłusowników. W nocy strzały słyszeliśmy wielokrotnie. W lekkim strachu dotrwaliśmy do rana, aby ruszyć w dalsza drogę.

Następnego dnia namiot rozbijaliśmy po zmroku. Rano okazało się, że nocowaliśmy w polu marihuany. Pasterz, który konno odwiedził nas aby zjeść z nami śniadanie, dziwił się ze jeszcze milicja nie zorganizowała akcji aby nas aresztować, gdyż cały ten obszar jest ściśle kontrolowany. I wykrakał...! 5 min. po wjeździe na asfalt i ruszeniu w dalszą podroż, drogę zajechał nam samochód, z którego wybiegło czterech milicjantów. Po raz kolejny obyło się bez problemów. Wytłumaczyliśmy kim jesteśmy i gdzie jedziemy, natomiast funkcjonariusze powierzchownie przeszukali nasze auto i (co nas bardzo zdziwiło) obwąchali nam ręce aby sprawdzić czy nie dotykaliśmy tych roślinek. Nieźle wyszkoleni - pomyśleliśmy i po życzeniach powodzenia ruszyliśmy dalej. :)

Po jednym dniu jazdy dotarliśmy nad jezioro Burabaj. Piękne miejsce lecz od tego dnia do dziś pogoda bardzo się zepsuła. Kilkakrotnie padał śnieg, a w nocy jest zimno i wilgotno. Właściwie to od tego miejsca zaczęliśmy powrót kierując się na zachód. Po drodze kilka razy spaliśmy na stajankach dla Tirów bratając się z kierowcami rożnego pochodzenia.

W Rosji zaliczyliśmy najpoważniejszą awarię. Po raz pierwszy nasz samochód został unieruchomiony. Całkowicie rozsypało się sprzęgło - wszystkie jego elementy. Holowanie do mechanika i naprawa zajęła nam kilka godzin i kosztowała 100 dolarów. Z nowiutkim sprzęgiełkiem i dobrymi humorami, wieczorem ruszyliśmy w dalsza drogę.

Natomiast dwa dni wcześniej w Kazachstanie zaliczyliśmy najpoważniejsze wykroczenie drogowe na którym przyłapała nas milicja. Nasza Niva rozwinęła prędkość 87km/h w miejscu gdzie dozwolona wynosiła 40km/h. Milicjanci okazali się nadzwyczaj mili i mimo, że całe zajście zarejestrował fotoradar zamontowany w ich samochodzie, sprawę rozwiązała czerwona czapeczka z daszkiem, którą daliśmy im w podarku. Polscy policjanci powinni jeździć do Kazachstanu na szkolenia z uprzejmości! :)

Aktualnie jesteśmy w Charkowie na Ukrainie. To jest już ostania relacja, gdyż za kilka dni będziemy już w domciu. Powrót planujemy na 28.09 wieczorem. Dziękujemy wszystkim za zainteresowanie naszymi relacjami, Trzymajcie kciuki aby ten ostatni etap naszej wyprawy przebiegł pomyślnie!

08.09.2008 Biszkek - Kirgistan

Po wyjeździe z Kara-Balty dotarliśmy nad południowy brzeg jeziora Issy-Kol. Tam zakopaliśmy samochód w grząskim piachu. Cóż to była za walka! Dwie godziny ciężkiej pracy saperką i siekierą. Wykopując naszą nivę i podkładając pod kola gałęzie w końcu udało się. Resztę dnia spędziliśmy zażywając słonecznych i wodnych kąpieli. Następnie, objeżdżając jezioro dookoła dotarliśmy nad północny brzeg.Tam okazało się, że jest to najbardziej turystyczny-komercyjny rejon naszej wyprawy. Ośrodki wypoczynkowe jak w Międzyzdrojach (tyle ze puste) oferujące pokoje za 100 dolarów. W naszym budżecie nie przewidzieliśmy takich wydatków na noclegi. I bardzo dobrze bo w następnej miejscowości lokalna ludność zaoferowała nam fajne kwatery za 6 dolców.

Po dwóch dniach spędzonych nad Issy-Kol pojechaliśmy nad jezioro Song-kol położone na wysokości 3050 m.n.p.m. Aby tam dotrzeć musieliśmy pogonić nasze autko na wysokość 3500m. Nie było łatwo bo samochód podobnie jak my tez potrzebuje tlenu zawartego w powietrzu, którego na tej wysokości nie ma za dużo. W pewnym momencie zagotował nam się płyn chłodniczy, pękły przewody i cala zawartość układu chłodzenia wyciekła. Do chłodnicy wlaliśmy wodę a przewody pokleiliśmy prowizorycznie bo słonce już zaszło, spadł śnieg i temperatura obniżyła się do 0 stopni. W końcu dojechaliśmy nocą nad jezioro. Tam mogliśmy spać w jurcie i korzystając z dużej ilości kocy. W namiocie chyba byśmy zamarzli. Panowały tam iście arktyczne warunki, w dzień bardzo silny wiatr, a w nocy zimno.

Po dwóch dniach spędzonych na trekkingu po okolicznych górach i reperacji samochodu postanowiliśmy zjechać z powrotem. W trakcie stromego zjazdu po bezdrożach wyciekło nam trochę płynu hamulcowego i pękł przewód paliwowy. Okazuje się, że nasze auto mniej się grzeje będąc chłodzone wodą, a nie płynem chłodniczym. Dziwne!

Jadąc w kierunku Biszkeku zauważyliśmy tablicę informującą o guest housie ASHU (pensjonat) położonym 21 km. od drogi. Trochę nas to zdziwiło bo wcześniej nie widzieliśmy takich praktyk reklamowych. Postanowiliśmy tam pojechać. Gościnność, której tam doświadczyliśmy wykracza poza nasze, europejskie pojecie tego słowa. Właściciel obiektu Stanleg, przez kolejne dwa dni gościł nas w swoich pokojach (i dzięki Bogu bo na zewnątrz znowu śnieg), karmił lokalnymi specjałami, poił przeróżnymi napitkami i poświecił kilka godzin wraz ze swoim przyjacielem mechanikiem na reperacje naszego autka. Zaprosił nas również do uroczystego otwarcia nowo wybudowanej bani (sauny) gdzie spędziliśmy upojny wieczór. Na koniec kategorycznie odmówił przyjęcia od nas pieniędzy. Coś niesamowitego. Mamy nadzieje, że kontakt z tego typu ludźmi pozwoli nam czerpać wzorce i postępować podobnie po powrocie do Polski. Kasa jest daleko, daleko po dobroci wobec drugiego człowieka !!!

Wypoczęci, najedzeni i czyści ruszyliśmy w dalszą drogę. Dzisiejszą noc spędziliśmy w namiocie. Wraz ze spadkiem wysokości temperatura podniosła się. Aktualnie jesteśmy w stolicy - mieście Biszkek. Zatrzymaliśmy się tu aby skorzystać z internetu i uzupełnić zapasy wody i jedzenia. Chcielibyśmy jeszcze dzisiaj dotrzeć do Kazachstanu i jeżeli na granicy pójdzie gładko dojechać nad jezioro Balchasz.

Zdrowie i humory wciąż dopisują. Na nasza ładę nie narzekamy - mimo wszystko.

29.08.2008 Kara-Balta - Kirgistan

Jesteśmy już w Kirgistanie! Przejazd przez stepy Kazachstanu był dla nas ciężki! Nasze autko tez trochę ucierpiało. Z ciekawszych awarii (było ich wiele) to urwaliśmy przednie amortyzatory,z prawej strony oderwało się górne mocowanie do podwozia, a z lewej dolne. Pękła też prawa sprężyna i tylni amortyzator, wyciekł z niego olej. Tylne amortyzatory wymieniliśmy sami, a spawanie przodu i wymianę sprężyny powierzyliśmy lokalnym "specjalistą". Staramy się wszystkie usterki reperować na bieżąco aby nie nawarstwiło się tego zbyt wiele :).

Milicja zatrzymała nas jeszcze kilkanaście razy ale bez większych konsekwencji. Chyba nauczyliśmy się już tutejszych technik negocjacji :). Są bardzo mili, zawsze podają rękę na przywitanie, absolutnie konfrontacje te nie są nieprzyjemne. Przejeżdżając przez wioski wzbudzamy zainteresowanie lokalnej ludności. Dzieci biegną za naszym samochodem, dorośli podchodzą i pytają skąd jesteśmy i gdzie jedziemy. Czasem dzieciaki rzucają w nas kamieniami, aby zwrócić na siebie naszą uwagę i nawiązać jakiś kontakt. Jesteśmy przekonani, że nie ma w tym żadnej złości.

W Kirgistanie jesteśmy już od trzech dni. Tutejsze krajobrazy zapierają dech w piersiach. Piękne, ogromne góry, krystalicznie czyste rzeki i i czasami drzewa które w końcu pozwalają nam na rozpalenie ogniska wieczorem. W Kazachstanie nie było o tym mowy. Nasza Niva chyba jest trochę mniej zadowolona bo musi czasami pokonywać przełęcze na wysokości ok. 4000m.n.p.m. W powietrzu jest tam tak mało tlenu, że odczuwamy skutki choroby wysokościowej ciężko oddychając i męcząc się przy najmniejszym ruchu. Stromizny są tak duże, że musimy podjeżdżać na przekładni terenowej. Niva grzeje się, ale nie poddaje. Drogi jak na razie są dobre. Pokryte dosyć dobrym asfaltem lecz bardzo kręte co wymaga od nas olbrzymiej koncentracji w czasie jazdy. Tutejsi kierowcy to kaskaderzy amatorzy, to co wyprawiają przechodzi ludzkie pojecie.

Wczoraj spotkaliśmy się z naszym kolega Pawłem Kuśmierskim ze Szczecina, który wraz ze swoja dziewczyną Kasią podążają z Chin do Mongolii nissanem patrolem. Milo było spędzić wieczór z rodakami i powspominać kilka wspólnie spędzonych chwil, cztery lata temu w Ulan-Bator. Paweł był członkiem wyprawy "Śladami Benedykta Polaka", z którą spotkaliśmy się w Mongolii.

Zdrowie i humory dopisują! Mamy jeszcze energie aby walczyć z przeciwnościami losu. Łatwo się nie poddamy! Pozdrawiamy! Ps.Z internetem jest bardzo kiepsko wiec trudno powiedzieć kiedy prześlemy kolejna relacje.

2008.08.21 - Aktobe

No i zaczęło się! Codzienna walka z drogą! Asfaltu brak, a jak już jest to i tak szybciej jedziemy po stepie! Nasza Niva czasami musi zmierzyć się z takimi przeszkodami jak np. rów głęboki na 2m. Kilka razy zahaczyliśmy podwoziem, raz wybiło nas w powietrze przy większej prędkości! Kurz i pył jest wszędzie, oczy, uszy, usta... Nasza średnia prędkośc to ok.30km/h. Jedziemy po ok.10h dziennie. Ale te wszystkie trudy rekompensują nam takie chwile jak ta wczorajsza kiedy to dojechaliśmy do studni z woda! Cóż to była za radość!!! Schłodziliśmy się, ugasiliśmy pragnienie i zmyliśmy z siebie ten kurz! Niestety tylko na chwilkę, bo po kilku minutach jazdy ponownie wygladaliśmy jak górnicy! Walczymy dzielnie, nie poddajemy się choć nie jest łatwo!

Nasza niva ciągle jedzie aż dziw, że jeszcze w jednym kawałku. Jesteśmy przekonani, ze nasze europejskie samochody osobowe nie wytrzymały by tego. Oczywiście mieliśmy kolejnych kilka awarii. Na szczęscie drobnych: urwana rura wydechowa, naderwany tylni zderzak. Aktualnie mamy problemy ze skrzynia biegów. Czwarty bieg odmawia nam współpracy. Spokojnie pokonujemy kolejne kilometry przerzucając z trójki od razu na piątke! Nasze kontakty z milicja nabrały dosyć zabawnego wymiaru, gdyż tutejsi funkcjonariusze to właściwie proszą o drobna łapówkę z błagalnym wyrazem twarzy. Łapówek nie dajemy tylko ratujemy się podarkami z polski kubki, czapki z daszkiem, koszulki.

Jutro ruszamy na południe w stronę Aralska nad morzem Aralskim.Przypuszczamy ze dojazd tam zajmie nam 3 dni, gdyż do pokonania mamy odległość ok. 550km. Zdrowie i humory dopisują! Pozdrawiamy!

2008.08.17 - Astrahan

Po przejechaniu 2900 km. jesteśmy w mieście Astrahan nad morzem Kaspijskim. Przekroczyliśmy już dwie strefy czasowe. Dotychczas drogi były dosyć dobre. Pod kolami mieliśmy asfalt. Po drodze mijaliśmy kilkadziesiąt kontroli i posterunków milicji. Mieliśmy dużo szczęścia bo zatrzymali nas tylko cztery razy i to bez większych konsekwencji. Za pierwszym razem daliśmy ukraińskiemu milicjantowi łapówkę w wysokości 11 hrywien co go rozbawiło po czym zwrócił nam kasę mówiąc ze nie zbiera drobnych do czapki tylko jest milicjantem. Puścił nas z uśmiechem na twarzy życząc szerokiej drogi. Za drugim razem zatrzymali nas na radar gdyż przekroczyliśmy prędkość o 35 km. Milicjant dowiedział się gdzie jedziemy i kazał nam jechać dalej, oczywiście przepisowo. Daliśmy mu dwa kubki, które otrzymaliśmy od sponsora, firmy Zamkon aby obdarowywać nimi spotkane, życzliwe nam osoby. Za trzecim razem zatrzymano nas na posterunku przydrożnym. Problemem były ciągle świecące światła biegu wstecznego. Po kilkunastominutowych straszeniach konsekwencjami problem błyskawicznie rozwiązał banknot 100 rubli (ok.4 dolary) wsadzony w paszport.

Jeżeli chodzi o granice to na polsko-ukraińskiej poszliśmy do kierownika zmiany wartowniczej i powiedzieliśmy mu ze jesteśmy polską wyprawą, o której będą mówić w telewizji, na co on kazał swoim podwładnym, aby nas odprawili bez kolejki. Cała akcja trwała ok 2h. W przeciwnym razie przypuszczamy, że spędzilibyśmy tam ok 6h. Na granicy ukraińsko-rosyjskiej nie było już tak różowo mimo, |e poza nami było tam zaledwie kilka samochodów. Zarówno ukraińscy jak i rosyjscy celnicy zrobili nam niezły kipisz w aucie przeszukując nasze bagaże. Spędziliśmy tam 3 godziny.

Nasza Niva sprawuje się całkiem niezłe. Co prawda przy prędkości ok. 80km/h towarzyszy nam drganie i głośne dzwonienie drążków zmiany biegów (a mamy ich trzy). Ogrzewanie jest ciągle włączone ale i do tego tez już się przyzwyczailiśmy. Z pewnego tajemniczego urządzenia w kabinie samochodu (chyba odpowiedzialnego za ogrzewanie) ciekł płyń chłodniczy. Początkowo wieszaliśmy pod to ustrojstwo plastikową butelkę i co kilka godzin wlewaliśmy nagromadzony tam płyn z powrotem do chłodnicy. Po odwiedzinach u elektryka, który naprawił nam światła zmuszeni byliśmy pojechać do mechanika, gdyż wyciek powiększał się. Specjalista poza wymiana wcześniej wspomnianego cieknącego urządzenia zainstalował nam także dyfuzor powietrza, który ma nam poprawić chłodzenie silnika (obudowa wentylatora). Zaskoczeniem dla nas było to, że mechanik nie wziął od nas pieniędzy za naprawę. Dzisiaj okazało się ze płyn nadal wycieka! Jutro dzień zaczniemy od ponownych odwiedzin zaprzyjaźnionego mechanika.

Czujemy się dobrze. Dziennie jedziemy ok.10 godzin przejeżdżając ok. 500km. W kolejnych krajach nie będzie tak szybko. Odkąd wjechaliśmy do Rosji za oknami rozpościera się krajobraz iście stepowy. Ostatnie kilkanaście godzin jechaliśmy na południe wzdłuż rzeki Wołga, od czasu do czasu zbliżając się na odległość ok.1km i tu pojawiały się pojedyncze drzewa. Od wyjazdu z Polski żar leje się z nieba, nasz samochód jest tak gorący ze kontakt z nim gola skora powoduje oparzenia, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz :). Pijemy dużo płynów. Trzymajcie kciuki aby tak dalej!

W miarę możliwości odezwiemy się z Kazachstanu, do którego mamy zamiar wjechać jutro (tj.18.08.2008)

2008.08.11

Po oficjalnym pożegnaniu na głogóweckim rynku, wyruszyliśmy.

2008.08.05 - Głogówek

Przygotowania idą pełną parą. 11 sierpnia wyruszamy!